TEKST :: ANDRZEJ STASIUK

ZDJĘCIA :: PIOTR JANOWSKI

 

 

 

 

 

Przyszli tutaj na wycieczkę. Usiedli na wzgórzu naprzeciwko schroniska i powiedzieli sobie: "Chcielibyśmy to mieć"

TO BYŁY CZASY - nic innego nie przychodzi mi do głowy, gdy sobie myślę o roku 1983. Po raz pierwszy przyjechałem wtedy w Beskid Niski. To były czasy - z Warszawy jechało się całą noc, by o jakiejś barbarzyńskiej porze wylądować w mieście Jaśle. Bar mleczny otwierali o szóstej rano i można było dostać taką wielką bulkę z serem i ogromny kubek gorącego mleka, kubek z grubego szarego fajansu. Autobus na południe odjeżdżał chyba o ósmej, ale nie sposób było się do niego dostać. Dokąd ludzie wtedy tak podróżowali? Po co? No tak, mieli mniej samochodów i więcej pieniędzy, które na dobrą sprawę można było wydać tylko w mieście. Stąd na dworcu PKS w Jaśle takie ilości wiader, koszyków, tobołków, kartonów z żywymi kurczakami i czego tam jeszcze. Jak ktoś jechał z plecakiem, to nie miał szans - zwyczajny apartheid

i obywatelstwo drugiej kategorii. Można się było załapać ewentualnie na następny, trochę luźniejszy, gdzieś koło południa.

TAK, WIOSNA W '83 była znacznie lepsza niż ta dzisiaj. Wysiadłem w Rozstajnem. Kwitły kaczeńce. Szedłem przez wieś, której nie było. Nic nie wiedziałem o tych stronach. Przed Nieznajową stał jeszcze drogowskaz z resztkami tablicy z nazwą wsi. Zawoja nadgryzała wysoki brzeg i drogę. Pejzaż był dziki i jednocześnie melancholijny, ponieważ zachował ślady ludzkiej obecności. Resztki tablicy, resztki mostu, resztki drogi, fundamentów, piwnic, sadów i cmentarzy. Wśród takiego pejzażu szło się do Banicy ponad trzy godziny. Dopiero pod koniec okolica trochę się cywilizowała. Droga prowadziła przez pegeer, który wtedy wyglądał

52

WYSOKIE OBCASY :: 19 KWIETNIA 2003


55 <<                                                                                       >> 53